> Towarzysz Rektor poprawił leninówkę spoczywającą na jego łysawej
> głowie, skierował wzrok na prawo, uporczywie szukając tam
> czegokolwiek, na co można było spojrzeć, zwilżył usta językiem i
> przełknął ślinę. Pociągnął słodkawy dym cygara, wydmuchał beznamiętnie
> przed siebie, po czym spojrzał na ekran videofonu, z którego widniała
> milcząca twarz Mandragora towarzysza Pupki. Czoło, brwi, źrenice i
> powieki z każdą sekundą rzeźbiły na tej twarzy coraz wyraźniejszy znak
> zapytania.
>
> - Czcigodny towarzyszu Mandragorze. - Zaczął towarzysz Rektor,
> stawiając każde słowo wolno, jakby były zupełnie niezależnymi
> budowlami inżynierii wojskowej wznoszonymi z jakimś niewypowiedzianą
> ostrożnością pod osłoną nocy na terytorium innego państwa. - Ależ
> oczywiście moją wypowiedzią nie miałem najmniejszego zamiaru
> krytykować Wasze wystąpienie w tej kwestii. Po prostu rozwinąłem
> wcześniej wyrażoną myśl. - Obłok słodkawego dymy z cygara buchnął
> ponownie. Towarzysz Rektor założył teraz lewą nogę na prawą.
Twarz w videofonie nawet nie drgnęła przez następne pięć sekund. Wreszcie mandragor uniósł do ust dłoń i zaczął obgryzać paznokcie.
Ekran zgasł, a zielona dioda zasygnalizowała przejście urządzenia w stan czuwania. Rektor odetchnął głęboko i przetarł wierzchem dłoni czoło -- był cały mokry od potu. "Na Wandę..." pomyślał, zacią- gając się cygarem sprowadzanym z Jakuby -- rejonu na południu Wyspy Czerwonego Przylądka. Otworzył szufladę i wyjął pożółkłą fotografię, przedstawiającą jego samego jako młodego studenta, przemawiajÄ …cego podczas zamieszek na Sułtańskim Uniwersytecie w Precelkhandzie.
-- APReceived on Sat 28 Nov 2009 - 11:07:45 CET
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:27 CET