> > No i oczywiście bardzo dobrym pomysłem na promocję była sprawa
> > meteorytu i wandokalipsy, ale niestety tu nie było zrozumienia i woli
> > udziału po jednej stronie, a kompromisowości i rozsądku po drugiej.
> Pieprzenie.
Siła argumentu powaliła mnie z nóg oraz wybiła mi jedynki i dwójki. I oto klęczę w błocie precelkhandzkiej ulicy, ciężko dysząc oraz spluwając krwią i własnymi zębami, a stojący nade mną potężny Aborcjusz patrzy z nieukrywaną pogardą i zaśmiewa się widząc mój upadek. Mimo zaburzonej percepcji i koszmarnego zmęczenia czuję w powietrzu wręcz namacalne stężenie wrogości, którą darzy mnie nie tylko mocarny Rektor, ale i każdy z bezimiennych przechodnià ³w — w miejskiej dżungli Precelkhandy nie ma miejsca na współczucie dla przegranych.
-- APReceived on Fri 10 Dec 2010 - 07:55:06 CET
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:29 CET