Re: Wandystan: [Fwd: Sarmacja: Re: [IPpN] LDKS i LDMW - porównanie aktywności w ostatnich dwóch latach]

From: Alojzy Pupka <alojzypupka_usunto_at_gmail.com>
Date: Tue, 3 Nov 2009 01:42:53 +0100


W dniu 2 listopada 2009 15:12 użytkownik Lord Darth Kanzler <von.thorn_usunto_at_gmail.com> napisał:

> Byłem członkiem. Już nie jestem.

Drogi Towarzyszu! Członkiem jest się dopóki dymisja przyjęta nie zostanie. Dlaczego? Dla dobra MW!

> A to już kwestia Waszego samopoczucia. Ja się w biurze nie pojawiam i
> nie będę się pojawiał. Że co? Że mi pensję odbierzecie? Jaką pensję?
> Że co? Że tytuł? LOL.

Raczej w drugą stronę, kochany Kanzlerze. Gdyby działał system, naonczas jako komisarz pensję otrzymywalibyście nadal, mimo złożenia dymisji, aż do czasu jej przyjęcia. Podobnie przysługiwałby Wam służbowy samochód etc. Abstrahując jednak od tych wątpliwych przywilejów, w dalszym ciągu pozostajecie  KLSZ, a zatem sprawy zagraniczne wciąż pozostają w gestii kochanego  towarzysza. Jeśli nie zajmiecie się nimi -- trudno. Sterta papierów narośnie, upodabniając się do wieży Babel (znany mit z Ces. Aztec), a wiarygodność MW w v-świecie spadnie.

> Dymisja została złożona i przyzwoitość nakazuje dwie rzeczy:
> 1) porozmawiać z dymisję składającym,
> 2) przyjąć ją jeśli rozmowa nic nie da.
>
> Ani punktu 1 ani 2 nie wypełniacie. Więc to już nie o mnie świadczy.
> Dymisję złożyłem w ubiegłym tygodniu. Po wielu tygodniach przemyśleń.

Najdroższy towarzysz raczy wybaczyć, jeśli zwrócę mu uwagę na trzy okolicznoÅ ›ci -- pewne ograniczenia w moim dostępie do komunikatorów w ostatnim  tygodniu, wysokie kwalifikacje Towarzysza i brak rozmowy *przed* złoÅ ¼eniem dymisji. Pozwolę sobie wyrazić przypuszczenie, że gdybym mógł w prywatnej rozmowie rozjaśnić Towarzyszowi swoje intencje, to do dymisji w ogóle by -- z braku powodów nie doszło. Gdyby był towarzysz kiepskim komisarzem zapewne od razu przyjąłbym dymisję, jednak wobec Waszych znanych powszechnie zasług w odbudowie PZ, zależało mi na rozmowie, której z powodu ograniczeń odbyć nie mogłem. Mam nadzieję, że udało mi się rozjaśnić nieco towarzyszowi nieprzyjęcia dymisji i nie odbycia rozmowy  :)

> Dodatkowo postanowiłem zrezygnować z wszystkich funkcji ambasadorskich
> - przyczyny zdrowotne.

Z bólem serca czytam o kiepskiej kondycji Waszego zdrowia! Mam nadzieję, że nie przeszkodzi ona Najdroższemu Towarzyszowi w kandydowaniu na prezydenta Mandragoratu Wandystanu? Prosiłbym Kochanego Towarzysza o zaopiekowanie się mimo wszystko placówkami dyplomatycznymi jeszcze przez kilka dni -- boję się, czy tak nagłe ich opróżnienie nie zostało by odebrane  jako sygnał ochłodzenia stosunków.

> Przykro mi, że swoja indolencją zmuszacie mnie do czynów tak daleko
> posuniętych. Ale jako światły przywódca oraz doskonały dyplomata na
> pewno sobie z kryzysem w PZ poradzicie.

Pogrążam się w głębokim smutku czytając powyższe słowa Drogiego Towarzysza.  Z niepokojem dokonuje rachunku sumienia, nie odnajduję się jednak -- proszę towarzysza o wybaczenie -- winnym Waszych kłopotów zdrowotnych. Mimo usilnych prób ciężko mi też zgodzić się z twierdzeniem,  jakoby o indolencji świadczyło obarczenie Towarzysza współodpowiedzialnoÅ ›cią za śmierć świeckiej pamięci tow. Michaiłowicza. Być moÅ ¼e było ono nieopatrzne i pozbawione podstaw merytorycznych, co świadczyÄ ‡ mogłoby o mojej (bez wątpienia głębokiej) ignorancji, na pewno jednak  nie indolencji.

> Nie mam wobec Was żadnych zobowiązań Tow. Prezydencie.

Nie macie. Ale wobec MW?

-- 
AP
Received on Mon 02 Nov 2009 - 16:42:54 CET

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:27 CET